M E N U
Michaił Bułhakow
Ogarnął mnie smutek przed daleką drogą. Prawda, messer, że taki smutek jest czymś naturalnym nawet wtedy, kiedy człowiek wie, że u kresu tej drogi czeka go szczęście?
Cisza, bezmiar czasu, pustka...To jedyne czego pragnę..To wszystko co pozostało wokół mnie..Bez znaczenia, takie prozaiczne, groteskowe...Tylko On..Mówią, że to nie miłość..Chora obsesja, uzależnienie. Niepojęta siła przyciągania, destrukcyjna, prowadząca do nikąd...Jeżeli tak miało być, jeżeli tak miał wyglądać kres mojego istnienia, to dobrze. Przyjmuję to ze stoickim spokojem, pogodszona ze sobą i ze światem, bo wiem, że to co było piękne, już za mną, że na mej drodze nie ma już nic..nie ma perspektyw, nie ma już mnie...Próbowałam, z całych sił, zapierałam się by pozostać na tym świecie, by istnieć dla Niego, dla siebie...ale nie widzę już celu- zniknął, rozpłynał się we mgle. Może nigdy go nie było, po prostu ślepy los nie zawrócił mnie w porę ze ścieżki zapomnienia, nie wystarczyło czasu bym pojęła gdzie jest w tym wszystkim sens...A jednak nie będę pierwsza, nie tylko ja zboczyłam z mej ścieżki...Po drugiej stronie nicość, mrok- jedyne ukojenie zbolałej duszy...
Nastrój:
tagi:
Nie wiedziałam, że tak blisko
jest to wszystko,
to wszystko, o co chodzi...
Nie wiedziałam, że tej zimy
zatańczymy,
zatańczymy jak w ogrodzie...
Nie wiedziałam, że się ręce
z tego tańca
tak jak z wieńca
nie rozpłaczą,
nie wiedziałam, że się serca
nigdy więcej,
nigdy więcej nie rozłączą,
nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu...
nie wiedziałam, że ja także będę Ewą,
nie wierzyłam, nie czekałam,
nie przeczułam w głębi snu,
że jeżeli gdzieś jest niebo,
to tu, to tu.
Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,
uwierzyłam, że umiera się parami,
nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą
jak okręty, nie te same, choć w tej samej wciąż przystani...
Nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu...
Nie wiedziałam, że odfrunie, co się rzekło,
nie czekałam, nie cierpiałam,
nie przeczułam w głębi snu,
że jeżeli gdzieś jest piekło,
to tu.
Nastrój:
tagi:
...
niedziela, 2.sierpnia.2009, 20:25
Co sprawia, że ułamki sekundy mogą zaważyć na naszej przyszłości? Każdego dnia zbieramy nowe doświadczenia, poznajemy siebie i dzięki tym z pozoru błahym wydarzeniom kształtuje się nasza świadomość, nasze własne ja….Każda chwila przybliża nas do poznania siebie, determinuje nasz charakter. Z biegiem czasu stajemy się coraz bardziej rozważni i bogatsi w doświadczenia życiowe…nasz światopogląd się zmienia, możemy przyjrzeć się życiu jeszcze raz, kolejny, z innej perspektywy, zaopatrzeni w bagaż doświadczeń zarazem dobrych, jak i złych…”Kiedy cienie szepczą” powinniśmy słuchać i uczyć się, wyciągać odpowiednie wnioski, wsłuchiwać się w cichy głos wrzącego nurtu życia. Podróżujemy nie naszym ciałem, ale naszymi słowami, naszym umysłem. Możemy dokonać wielkich rzeczy, wystarczy odrobina samozaparcia i siły, którą każdy z nas może z siebie wykrzesać…Zawsze zdumiewa mnie, jak możliwym jest, że człowiek potrafi zdziałać naprawdę wiele, że drzemią w nas tak wielkie pokłady ukrytego potencjału by dalej trwać, by zapierać się z całych sił i brnąć do przodu, choć czasem musimy iść pod prąd ….Nie wiem, kim będę jutro, za miesiąc, czy za rok. Wiem, że nie będę taka sama…i w głębi duszy cieszę się, pragnę iść do przodu, nie oglądać się za siebie i z ufnością patrzeć w przyszłość, mając tę świadomość, że jestem silniejsza niż mi się wydaje, bo przecież tę siłę mam ukrytą w sobie….
Nastrój:
tagi:
Miłość. Irracjonalne i niepojęte uczucie. Do tego stopnia, że czasem trudno uwierzyć, iż naprawdę istnieje a nie jest tylko pięknym mirażem. Dla mnie zamknęła swe podwoje, skazała na wieczną banicję. I choć czasem poddaję w wątpliwość jej istnienie, nie chcę pokładać w niej wiary, nieustannie igra ze mną, bawi się niczym małym zagubionym listkiem na wietrze. Dwoje ludzi. Ona- przepełniona nostalgią, tak bezradna wobec swej samotności i tęsknoty za bratnią duszą. I on. Pojawił się znikąd, nagle, sprawił, że jej serce znów zaczęło szybciej bić, że w jej oczach zaiskrzyły małe iskierki nadziei, tak przytłumione przez te wszystkie lata oczekiwania… Odnaleźli siebie w tłumie, tu i teraz, na zawsze. Skąd ta pewność? Nie wiem, ale gdy przyglądam się temu, co ich połączyło, przepełnia mnie wielka radość, nieopisane uczucie, które zawładnęło mną do reszty…Oto tych dwoje, daje mi nadzieję, ich miłość sprawia, że dostrzegam nareszcie sens, moje światełko w tunelu. Ze świeczką można by szukać ludzi tak idealnie dopasowanych, pełnych ciepła, wzajemnego szacunku. Wszystko, co jest miedzy nimi, jest tak realne i niewymuszone, że ciężko jest nadal wątpić… Miłość więc istnieje. Przychodzi w najbardziej nieoczekiwanym momencie, nie, kiedy jej szukasz, gdy usilnie starasz się zapełnić pustkę swego serca. Ona po prostu przychodzi z nikąd, spada niczym deszcz w upalny dzień. Ale warto czekać, by móc nareszcie powiedzieć: to jest to to, ten jedyny, mój. Na zawsze. Cały świat skupiony w uścisku tych dwojga serc. Magdo, Michale…Dziękuję, że jesteście i trwajcie. Bo to, co macie to prawdziwy skarb, chrońcie go i nigdy nie zapominajcie, że przed wami długa droga i choć nie raz będzie ciężko, może przyjdzie czas zwątpienia, ale taką miłość warto pielęgnować. :****
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje...
Nastrój:
tagi:
Ilekroć zwątpisz w swoją pracę, ilekroć skusi cię zmęczenie, mdłości, dręczące uczucie utraty celu! – samooskarżenie, że to tylko próżność, mroczne pożądanie, że lepiej byłoby porzucić to wszystko, doprowadzić do końca jedynie działania najkonieczniejsze i samozachowawcze, a więc: czytać i żyć; żyć bez znaczenia i przeminąć bez śladu – wiedz, że to najcięższa pokusa, jaką ci podsunie życie. Wówczas musisz być silniejszy niż prawdziwi bohaterowie, kiedy stoją oko w oko z niewykonalnym zadaniem. Wiedz, że do wszystkiego masz chyba większe prawo, aniżeli uciec przed pracą, jaka los wybrał dla ciebie.
Nastrój:
tagi:
Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie.
Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach, i wzajemnie kontaktach.
— Phil Bosmans
Nastrój:
tagi:
Aniołem być
Sokołem być
Gardzić błotem i złotem …
Unieść się
Wywyższyć się
W niebie kołysać się
Spotkać Go
Ominąć Go
Nie pokłonić się w locie i nie opaść na dno
Ziemię podrzucić jak wielki kapelusz i gnać, i gnać, i gnać!
Zawsze wiedziałam, że w komplikowaniu niektórych spraw jestem niezastąpiona. Nie wiedziałam tylko, że opanowałam tą sztukę do perfekcji. Jakimś niewytłumaczalnym zrządzeniem losu umknęło mi wiele spraw i jest już za późno, by to wszystko odwrócić. Matnia. jedyne słowo, które oddaje w pełni całą istotę sytuacji. Czuję się niewymownie winna, że to wszystko się tak potoczyło i bezgranicznie bezsilna wobec ogromu konsekwencji. Nie mam siły płakać, użalać się nad sobą. O nie! Ten rozdział jest już zamknięty i nie chcę do tego wracać. Działanie. Jedyna droga jaka może przynieść wymierne rezultaty. Ale cóż można zdziałać w pojedynkę, niosąc ze sobą taki bagaż doświadczeń? Czasami chciałabym zasnąć i się po prostu nie obudzić. Lub przenieść do innej rzeczywistości. Ale ucieczka nic nie da. Nie przyniesie upragnionego ukojenia. Gdyby tak można było cofnąć czas...Czy wiedząc wszystko co tak bezlitośnie nie pozwala zapomnieć o sobie, wybrałabym inną drogę, czy z uporem maniaka brnęła w tą samą stronę? Można by rzec, że przecież byłam szczęśliwa...Ale czy warto za te parę chwil nieopisanego szczęścia płacić tak wysoką cenę? Ile cudownych chwil by mnie ominęło, ile uczuć tak rozkosznie przeszywających każdą komórkę mojego ciała, zostałoby pogrzebane zanim przepełniłyby moją świadomość...Jedyne co nie pozwala zaznać spokoju, to fakt, iż z mojego powodu dwoje tak bliskich mi osób musi każdego dnia płacić cenę za moje nierealne marzenia, za moją słabość, głupotę. A może niepotrzebnie się obwiniam? Może to było nieuniknione, prędzej czy później by się wydarzyło. Tego nie wiem i już nie będzie dane mi się dowiedzieć. Faktem jest, że czuję się jakby moja dusza rozsypała się na miliony kawałków, które nigdy już nie mają szans poskładać się w jedną całość...
Nastrój:
tagi:
"Miłość może żywić się najmniejszą odrobiną nadziei, ale zupełnie bez niej istnieć nie zdoła."
Miłość, miłość, miłość...Któż z nas nie był choć raz w życiu zakochany? Nie czuł w sobie tej siły, która "góry przenosi" a zarazem jest tak destrukcyjna. Można by zapytać, dlaczego poszukujemy miłości, skoro najczęściej jedyne co nam przynosi, to ból, cierpienie, rozdarcie...pustka. Oddając część siebie drugiej osobie podejmujemy spore ryzyko, iż możemy zatracić własną tożsamość, pozostać z niczym. Niejednokrotnie czujemy się oszukani, tracimy wiarę w siebie i w sens naszego istnienia. Bo cóż może nas gorszego spotkać, jak nie cios zadany przez osobę dla nas najważniejszą, tą, która nas najlepiej zna, która jest naszym całym światem. Oczekujemy tego ze strony wroga, obcego człowieka, ale nie ze strony naszej "bratniej duszy". Czy to dlatego miłość tak często przeradza się w nienawiść? Nienawiść jest równie silnym uczuciem, można by rzecz "siostrą" miłości, stąd też nietrudno o to, by oba uczucia tak łatwo zawładnęły naszym umysłem. Zastanawia mnie fakt, dlaczego więc wciąż mimo wielu niepowodzeń, złych doświadczeń, niczym niezrażeni niczym tytułowy Don Kichot brniemy dalej, poszukując naszej "drugiej połówki". Czy istotnie jest możliwym, by dwoje tak naprawdę obcych sobie ludzi, było w stanie współistnieć ze sobą całe życie? Bo do tego przecież dążymy. By odnaleźć kogoś kto będzie przy nas trwał "na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, póki śmierć nas nie rozłączy..." A może zbyt wiele wymagamy? Może przewrotna natura ludzka odbiera nam tą szansę, może poszukujemy nieistniejącej utopii? Są przecież ludzie, którzy nie oczekują zbyt wiele, zadowalają się przelotnymi znajomościami, które sprawiają, że choć przez chwilę czują się szczęśliwi, potrafią pogodzić się z faktem, że przecież nic nie może trwać wiecznie. Ktoś mógłby im zarzucić tchórzostwo, bo poniekąd uciekają od odpowiedzialności, nie są gotowi by stawić czoła trudom bycia we dwoje. Relacje między dwojgiem ludzi nie są łatwe i nikt nie obiecywał, że będą. Natura ludzka jest niezwykle złożona, każdy nosi w sobie swój "własny świat" i cała trudność polega na połączeniu tych dwóch światów w jeden wspólny. Nigdy nie będzie on wolny od konfliktów, kryzysów. Sztuką jest zawieranie kompromisów, zrozumienie. Coraz częściej słyszymy o rozwodach, w związku z niezgodnością charakterów. Na litość boską...Nie mamy prawa oczekiwać, że dwoje ludzi będzie myślało identycznie, że zawsze będą jednomyślni, przemawia przez to zwykła niedojrzałość, brak chęci poświecenia się dla innej osoby. Pierwsza lepsza przeszkoda na drodze, sprawia, że się poddajemy, nie odnajdując w sobie dość siły do walki o ten wspólny świat. "Miłość prawdziwa zaczyna się wówczas, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Tak samo, gdy jesteś w stanie poświęcić się dla drugiej osoby, dawać, a nie brać. Gdy dwojgu ludziom przyświeca ten sam cel, mogą wykrzesać z siebie pokłady nadziei i wiary w to, że wszystko da się przetrwać...Bo warto.
Nastrój:
tagi:
"Chaos króluje, w obliczu strachu, silnego lęku inaczej się postrzega świat, inaczej interpretuje. Głos wewnętrzny nie należy już do głosu rozsądku, lecz do głosu natury - szatana, który skłania ku złu w imieniu własnego poczucia bezpieczeństwa."
Nastrój:
tagi:
Dawno mnie tu nie było...Nie miałam czasu pisać. Rzucając się w wir życia chciałam zapomnieć o wielu sprawach. Bilans jest taki, że jestem skrajnie wymęczona a natrętne myśli nadal krążą po mojej głowie, na domiar złego ze zdwojoną siłą...Usłyszałam dziś słowa, które po części otworzyły mi oczy...częściowo tylko dlatego, że nie wiem tak naprawdę czego jeszcze nie dostrzegam..."Nie mam siły już się nawet o ciebie martwić, tak naprawdę ty już nie żyjesz..." Zaniemówiłam. Czy naprawdę jest tak źle? Jak to się stało, kiedy to się zaczęło? Tak, pogubiłam się, ale dlaczego jestem w stanie to zauważyć dopiero w momencie gdy powie mi to ktoś inny... Usilnie staram się przeanalizować sytuację...Myślałam, że najgorsze mam za sobą, tak czułam, a jednak...Samotność? Nie. W gruncie rzeczy lubię ją, cisza mnie nie przeraża a poza tym, od zawsze tak naprawdę byłam sama ze sobą...Pogrzebane ambicje? Nie. Może nie jest tak, jak to sobie wymarzyłam, ale mimo to osiągam moje cele cały czas... Brak pasji? Nie. Jest pasja. Czuję ją całą soba, jest ich kilka i dzięki nim czuję, że żyję. Brak przyjaciół? O nie! Są, czuwają jak anioły, które podtrzymują, gdy opadają skrzydła... Więc co? Co się stało, że zgubiłam samą siebie? Że wszystko co widzę, to tylko niedogaszone zgliszcza, ruina? Gdzie zostawiłam moją tożsamość i dlaczego? A może nie zdawałam sobie sprawy z tego, że od zawsze coś we mnie tkwiło? Może w momencie, w którym nie było dla kogo się już starać, za mocno odpuściłam? Zawsze dla kogoś i po coś, zawsze szukając sensu, celu... A może to wypalenie? Ta wyboista droga prowadząca do perfekcji...Perfekcji? Ciężko jest odkryć, że to, co było tak ważne, co wymagało tak wielu wyrzeczeń, pracy, cierpliwości, nie miało tak naprawdę głębszego sensu...Było drogą do nikąd...Popełniłam w życiu wiele błędów, zbyt wiele jak na kogoś kto ma dopiero niecałe 22 lata...Kto powiedział, że pomyłki prowadzą do przełomowych odkryć? Prowadzą do nikąd. Bo coż wnosi do mojego życia świadomość, że popełniłam kolejny błąd? Nic, dopóki nie mam odwagi go naprawić, stawić mu czoła, naprawdę się z nim pogodzić a nie tylko go dostrzec...To jest prawdziwa "ars vivendi". W życiu każdego z nas przychodzi moment, gdy musimy zrobić swoisty rachunek sumienia, rachunek zysków i strat. Mówią, że każdy ma prawo do błędow, że leżą one w naturze człowieka, że każdy musi kiedyś przegrać. I właśnie po tym jak się przegrywa można poznać prawdziwą naturę człowieka...Mówią też, że wydarznia, które z pozoru są katastrofalne w skutkach, mogą obrócić się w coś pozytywnego. Bardzo chcę w to wierzyć, niejednokrotnie przekonałam się na własnej skórze, że to, co z pozoru wydawało mi się tragedią, może prowadzić do czegoś zupełnie nowego, niejednokrotnie dobrego. Tylko czy mam w sobie tą siłę? Czy tym razem uda mi się wygrać walkę o samą siebie? Czy aby nie jest już za późno? Czas pokaże...
Nastrój:
tagi:
Wracając do swoich przemyśleń na temat istoty naszej ziemskiej wędrówki, przypomniał mi się fragment, który umieściłam kiedyś w swojej pracy na temat dobra i zła "...na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie?". Z perspektywy czasu dostrzegam w nim tzw. "drugie dno". Mianowicie, wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego nie może być tak, że spotykają nas wyłącznie dobre zdarzenia. Czemu chwile szczęścia są ulotne jak wiatr? Większość z nas pragnie przejść przez życie bez zbędnego bagażu złych doświadczeń. Czy jednak nie jest tak, że to właśnie one sprawiają, że stajemy się lepszymi ludźmi, że możemy tak naprawdę poznać siebie? Przecież, gdyby nie istniał ból, "cienie" w naszym życiu, nie bylibyśmy w stanie określić na co tak naprawdę nas stać, ile jesteśmy w stanie przetrwać...Okazuje się, że bardzo wiele. Paradoksalnie, bez niepowodzeń i "złośliwości losu", nie potrafilibyśmy właściwie docenić piękna i prawdziwego smaku życia. Analogicznie,gdy zjemy za dużo słodkości przestają mieć dla nas jakąś wartość, tracą swój smak. By prawdziwie "rozsmakować" się w życiu, trzeba poznać jego słodko- gorzki smak, tak by móc prawdziwie poczuć szczęście, by potrafić się cieszyć małymi rzeczami, by naprawdę je dostrzec. Wielu z nas patrzy a jednak nie widzi naprawdę, nas wzrok przysłaniają rzeczy błahe i w rzeczywistości nic nie znaczące...Bo jaką wartość stanowi kolejny samochód, szafa pełna markowych ubrań, dla tego, kim jesteśmy i czy potrafimy żyć i CZUĆ- żadną. W pogoni za błahostkami, zatracamy nasze człowieczeństwo, stajemy się maszynami zaprogramowanymi na sukces i posiadanie. Odwieczny dylemat "mieć czy być" przestaje zaprzątać nasze głowy. W ten sposób gubimy po drodze naszą szansę na to, by NAPRAWDĘ przeżyć nasze życie. Przeżyć a nie jedynie być jego świadkiem...Czy to oznacza, że powinniśmy porzucić nasze ambicje i nie dążyć do doskonałości? Nie stawiać sobie kolejnych celów w dążeniu do spełnienia naszych pragnień? Nie. Ale cała sztuka właśnie polega na tym, by nasza hierarchia wartości była właściwa, by umieć zachować balans. Nie zatracić w sobie tego, co jest wartościowe, piękne, by móc żyć w harmonii ze sobą i otaczającym nas światem. Wtedy każde niepowodzenie, nieszczęście na naszej drodze, nie będzie jawić się jako koniec świata, tylko kolejna wskazówka, przeszkoda, którą można przeskoczyć i która zmotywuje nas do dalszego działania.
"Cause it's a
bitter sweet symphony that's life
Try to make ends meet, you're a slave to money then you die
I'll take you down the only road I've ever been down
You know the one that takes you to the places where all the veins meet..."
Nastrój:
tagi:
Długo zastanawiałam się nad tym, co sprawia, że nadajemy wydarzeniom miano dobrych lub złych...Nie można tego jednoznacznie określić. Bo czyż nie okazuje się najczęściej, że to, co jawi nam się jako nasze osobiste Waterloo, jest jedynie preludium do- o zgrozo!- sytuacji jeszcze gorszych? Czasem też po prostu jesteśmy tak zaślepieni, że tak naprawdę, nie potrafimy postrzegać rzeczywistości we właściwy sposób. Na świecie nic nie jest ot tak po prostu czarne lub białe. Stąd też refleksja, czy są ludzie dobrzy i źli? W każdym z nas, są pokłady głęboko ukrytego zła...Czy Ci, z pozoru bezinteresowni i "czyści" ludzie, którzy są naszymi autorytetami zasługują na to miano? A jeśli tak, to jaka jest miara ich człowieczeństwa? I kto jest godzien, by wygłaszać sądy na ich temat? Tyle pytań a żadnej odpowiedzi...Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie objąć to rozumem...Wydarzenia dzisiejszego dnia są dla mnie pewną wskazówką...Kolejny raz przekonałam się, że nie warto ufać, że to co nas łączy z innymi, to niestety tylko zbieżność interesów...I choć to nie pierwszy raz, zabijam powoli w sobie tą ufność i staram się wyryć w mej świadomości memento, że przecież na końcu i tak jesteś sam, nawet gdy otacza cię tłum ludzi..."Na końcu trzeba po prostu odpuścić..."
"Życie jest tak drogocenne,
tak wartościowe,
tak zdumiewające,
tak ekscytujące.
Więc nie zgub się w ciemności,
twoje życie
jest w twoich rękach.
Miliony oczu bez przerwy
przyglądają się twemu życiu,
więc nie uciekaj-
bo nigdy się nie ukryjesz
tylko !
Nie zgub swej tożsamości."
Nastrój:
tagi:
- Ksiega - Profil - Dodaj do ulubionych
2009
maj (4)
czerwiec (5)
sierpien (2)
grudzień (1)
Shablon.mylog.pl
AA, DM